Polscy piłkarze zagranicą
Polscy piłkarze występujący zagranicą mają coraz gorszą markę. O ile w przeszłości mogliśmy doliczyć się naszych graczy, którzy mieli nawet status legend (vide Krzysztof Warzycha), teraz musimy polegać na lokalnych gwiazdach (exemplum Ireneusz Jeleń) lub wiecznie niespełnionych talentach (Tomasz Kuszczak).Wizytówką polskiego futbolu są bramkarze. Tak było i jest od kilku dobrych lat. Ale zaraz, zaraz... O ile jeszcze kilka lat temu taka sytuacja, jak obecnie mogła uchodzić za perspektywiczną, to teraz, Dudek, Fabiański i Kuszczak na ławach wielkich klubów, Boruc (wciąż w Celtiku!) puszczający co jakiś czas głupiego gola to sytuacja, która oznacza stagnację. Jedynym talentem, który wyeksportowaliśmy na Zachód z polskiej ligi jest Jan Mucha, który ma trafić do Evertonu. Tyle, że gracz jest Słowakiem, a polskich bramkarzy z papierami na grę ani widu, ani słychu. Adam Stachowiak na razie popadł w przeciętność i wydaje się, że dobrze mu z tym.Innym piłkarzem, który w polskiej prasie uchodził za gwiazdę, był Ireneusz jeleń. Piłkarz, o którego miały licytować się Juventus z drużynami z Premier League. Nie wspominając o zespołach z Ligue 1. Co z tego wyszło? jeleń dalej gra w Auxerre, co jakiś czas strzeli gola, często leczy kontuzję i stanowi wdzięczny obiekt transferowych plotek. Tyle, że nikt naprawdę chyba nie chce go kupić. Ostatnio winnym został menedżer, który miał rzekomo torpedować zakusy możnych i mający namawiać Jelenia do pozostania w Auxerre. Ale może lepiej spojrzeć prawdzie w oczy? I zauważyć, że polski napastnik ma już 29 lat, jest podatny na kontuzję i zdecydowanie lepszą inwestycją jest 20-latek z Senegalu jednej z francuskich kuźni talentów.Jakub Błaszczykowski to kolejna "nadzieja białych". Swego czasu kilka(naście) milionów euro miał za niego zaoferować Liverpool? Co zrobił Kuba? Podpisał kontrakt z Borussią. Co to oznacza? Ni mniej, ni więcej, że Polak chce dalej gnuśnieć w środku ligi niemieckiej. Mimo że Borussia zajmuje przyzwoitą pozycję w okolicach czołówki, nie ma kadrowej ani finansowej siły przebicia i jeszcze przez jakiś czas pozostanie średniakiem. A Kuba, gdy tylko złapie wiatr w żagle, od razu łapie kontuzję. Przeszkadza mu to w osiągnięciu optymalnej formy. I z sezonu na sezon staje się coraz bardziej przeciętny. Bo o ile te umiejętności imponowały, gdy miał 20 lat, pięć lat później stają się standardem.Grupa polskich piłkarzy, którzy mogą pretendować do ikon klubów na Zachodzie jest przeraźliwie mało. Na koniec przypadek Artura Boruca - dość symptomatyczny, by nim właśnie podsumować analizę. Polski bramkarz osiągnął życiową formę i walczyły o niego kluby włoskie i angielskie. Co zrobił Boruc? Wybrał stabilizację w Szkocji i mecze z Aberdeen i Hamilton co tydzień oraz Ligę Mistrzów od święta. Puszcza sporadycznie głupiego gola i może się okazać, że przebudowywany Celtic nie będzie go wkrótce potrzebował. A dziś mógłby grać w Milanie...
